26
Halo, halo i po co ja tak biegnę?
Przed tym co będzie i tak nie ucieknę
Tak mi grają od rana.
obudzenie 2010-02-07 12:31:40
skomentuj (10)
MISTLETOE AND WINE
O starych przyjaciołach w okolicach Bożego Narodznia rozmyślam nader silnie. I tak też stało się z blogiem, który zasnuł się już był wirtualnymi pajęczynami (i niechcianymi bannerami reklamowymi). Mały, zielony pokój w rodzinnym domu, na rubieży; wysłużony komputer, na którym wystukałam pierwszą blogową notkę, jeszcze pod tamtym niepokojąco pozbawionym nadziei adresem- te wspomnienia są świeże i dałam się skusić.
Niech i tak będzie. Mimo całego tego antypatycznego panelu administracyjnego i mimo niejakiego wstydu, że tak rzadko Was odwiedzam, moi zalinkowani blogowicze- ci , którzy Naprawdę i tamci Podobno.
Ostatnie pół roku, o dziwo, nie przyniosło radykalnych cięć i spektakularnych zmian. Jednak nie byłabym sobą, zostawiając na dole mapy ład i porządek, jadąc do domu z czyściutkim sumieniem i jasnymi myślami. Zapach choinki i orzechów koi mnie przez tych kilka świątecznych dni, ale bezlitośnie refleksyjne chmury krążą mi nad głową jak, nie przymierzając, owoc w dziecięcej piosence Krzysia Antkowiaka. Tam, u dołu mapy, jesteśmy dwie. Jedna zaczyna dzień o 5:45, przykładnie nakleja uśmiech do pracy, a późnym wieczorem odkrywa, jak dobrze czuje się słysząc obok siebie ten spokojny, równy oddech. Ta druga bez umiaru bawi się w teatr bez suflera, na pamięć znając kwestie z Tristana i Izoldy, nie znając za to zakończenia.
Nic tak nie smakuje jak niedopowiedzenia. Nic tak nie krzepi jak pewność.
obudzenie 2009-12-26 17:48:45
skomentuj (4)
ZDARZA SIĘ
Taki ból, że nie można go uśpić żadną z dostępnych używek. Można próbować go zagłaskać, jeśli ma się odwagę- ja nagle nie miałam, ale to nic, bo głaskanie koi na chwilę. Z tą piosenką Queen w głowie, z tym '..because you don't know what it means to me', niewiele zdziałam. Zdarza się.
Znacie taką osobę, którą polubiliście od pierwszego uścisku dłoni, pierwszego uśmiechu, pierwszego zdania? Tak po prostu, przed wymianą numerów (mieszkań, telefonów, komunikatorów). Przypadkowo i na zawsze. Bez wielkich słów i gestów na wyrost. Z dziwną pewnością, że ta osoba nigdy nie pozwoli was skrzywdzić i będzie obok; wcale nie nachalnie, ale krzepiąco.
Zdarza się. Można razem płakać bez łez i trzymać za rękę bez fizycznego kontaktu. I mieć nadzieję, że to pomoże, że chociaż ułatwi oddychanie.
obudzenie 2009-07-05 02:09:37
skomentuj (9)
JA Z PODRÓŻY
"A taka we mnie jeszcze siła,
że dźwignę skałę z białych gór"
Tyle się ostatnio nabiło na urojony licznik kilometrów, że aż mnie bolą kąciki ust od uśmiechu na samą myśl. Łódka przycumowana na Brentford, przytulne mieszkanie w Paisley, brukowane uliczki Edynburga, leciutki clubbing na Soho, gajkowo-służbowe łóżko na krakowskiej Hucie- been here, done that.

I dawno nie widziane twarze. I autentyczna radość, taka z iskrą w oczach, zostawiona gdzieś na środku Tamizy, w drodze do Greenwich. 143 rodzaje szkockiego deszczu, a może nawet mleko do herbaty rozcieńczone deszczem. "Bohemian like you" w londyńskim pubie, dwie butelki wina w parku, tuż nad tym wszystkim zielonopióra papuga i ślady kondensacyjne, dużo śladów.

Promy. Pociągi. Lotniska. Spóźnione autobusy i wściekle opóźnione metro. St Paul's Cathedral z oszałamiającym widokiem na to miasto, do którego od dawna chciałam wrócić. Znów wizyta w Tate, a tam Miro i Klee (przyjemny zawrót głowy).

Bo ja chyba najbardziej nie umiem tkwić w miejscu. Najprzyjemniej mi się zmienia i zostawia, ale z otwartą furtką.

A już najlepiej zostawić mnie w miejscu, gdzie można zagrzebać się w czyichś słowach:

...ale nic na siłę. Uśmiech, łyk piwa, niezobowiązująca konwersacja, która nagle może obrócić się w coś istotnego. Bez planów, bo z planami zawsze miałam na pieńku.

obudzenie 2009-03-31 20:48:46
skomentuj (9)
25
W poniedziałek oglądaliśmy w małym kinie czeskie "Młode wino" i doprawdy nie mogłam wczoraj otrzymać lepszego urodzinowego prezentu: morawskie młode truskawkowe wino od zaprzyjaźnionej Czeszki. W tym czasie coś się działo w mieście Kraków i nie mogłam tam przybyć na tenże czas, a koniec końcem ćwierćwiecze moje skromnie obchodziłam w tym brzydkim miejscu na dole mapy, gdzie właściwie sama się rzuciłam z głową, chociaż może i bez, tęskniąc za wrocławską knajpką, która 5 lat z rzędu gościła mnie właśnie 7 lutego.
Sceneria za to wcale nie rozczarowała- trąbolot w Fantomie, czerwono-żółte tulipany, termometr wskazujący temperaturę już dodatnią, spory garnek szpinakowego kitri. Całodzienne odbieranie telefonów i esemesów dało mi trochę w kość, wyłączam się na tydzień i zagrzebuję w kocyk ze "Złodziejem czasu". Czas towarzyskiego rozpasania nieodwołalnie minął. Nie chce mi się.
obudzenie 2009-02-08 15:01:01
skomentuj (4)
WĄTŁY STRUMYCZEK ŚWIADOMOŚCI
Beirutowe "Gulag Orchestar" jest ostatnio ulubionym moim albumem na podróże pekapem. Lekturą zaś, nieodmiennie, Pratchett. Bystry czytelnik skonstatuje zatem, że w kwestiach podstawowych nic się u mnie nie zmieniło- tylko coraz mniej mam w zielonej torbie miejsca na zużyte bilety i trochę mi się robia fioletowe cienie pod oczami. Śląsk nie rozpieszcza, nawet woda mineralna smakuje tutaj inaczej, jakkolwiek nie jest chyba najgorzej, bo kilka dni temu Mic wmawiał mi ciążę, a więc wyglądam kwitnąco. Mentalnie jestem w tym miesiącu na etapie wczesnej podstawówki ("Nowe przygody Mikołajka" i słodkie do porzygania spineczki we wlosach). W niedalekiej przyszłości London calling, Glasgow waiting, zaś w tej zupełnie bliskiej- kolejny trip to Cracow, bo mi się Gajek w Małopolsce chwilowo zagnieździł. Głównym osiągnięciem tej zimy jest bez dwóch zdań zamordowanie z zimną krwią fikusa wierzbolistnego (no bo co? jak już lać, to całą butelkę!). Pisanie o urokliwych drobiazgach dnia codziennego nie kręci mnie już tak jak kiedyś, a rzeczy większego kalibru mają w mojej głowie dosyć ciasno, ale nie wypuszczam, idę na łatwiznę. Bardzo bym chciała nie wiem czego i na pewno nie chcę zakotwiczyć tu na dobre. Na złe też niespecjalnie. Bylejakość czepia się mnie niczym rzep. Trzeba coś z nią zrobić, jakoś się wymknąć tym lepkim mackom, ale jak na razie potrafię tylko wyczerpać baterie w aparacie, być może na siłę doszukując się piękna i niezwykłości w tych zniszczonych kamienicach. Bo "wolę brzydotę", że tak pojadę klasyką. Pozostaje mantrować, mantryczyć, mantrzyć. Nie narzekać. Ać.
obudzenie 2009-01-22 13:10:36
skomentuj (4)
FOOTBALL FEVER
Czy zdajecie sobie sprawę, że w Polsce naprawdę, ale to NAPRAWDĘ istnieją drużyny piłkarskie o nazwach:
PLON GARBATKA i IZOLATOR BOGUCHWAŁA..... ?
Bardzo mnie to rozczuliło.
obudzenie 2008-10-20 12:21:41
skomentuj (12)

